20 wrz 2019 14:37:55

Zlikwidować chłopstwo!

26/08/2012

Wydrukuj tę stronę

No images for this article

Zawsze z uznaniem i podziwem czytałem lotne eseje profesora J. Majcherka. Po lekturze jego  ostatniego artykułu pt: „Hamulcowi modernizacji” w Gazecie Wyborczej z dnia 8.08. 2012 roku pozostał mi tylko podziw... Podziwiam lekkość sądów historiozoficznych profesora, logikę jego wywodu, trafność projektów, które formułuje, jako lekarstwo na polską modernizację.


Trafnie osądza wielowiekową i złowrogą rolę szlachty-ziemiaństwa w naszej polskiej historii. Pomija tylko fakt, że przedmiotem owej złowrogiej, nie mającej precedensu w skali  i nasileniu  w Europie, eksploatacji i uciemiężenia byli chłopi, sprowadzeni do roli „rozumnych narzędzi” – jak powiedziałby  starszy jego kolega - Stagiryta. Nie posiadali żadnych praw obywatelskich i ludzkich.  I oto ten sponiewierany chłop, zdaniem prof. Majcherka, po odzyskaniu niepodległości „z podglebia społecznego” przerodził się w  żywioł polityczny, dzięki uwłaszczeniu przez zaborców, zdominował scenę polityczną i „zaczął blokować rozwój kraju”. Ani J. Bojko, ani I. Solarz nie marzyli o takim „przerodzeniu się”(chłopa) w żywioł polityczny, zdolny do samodzielności w procedurach demokracji. Wręcz przeciwnie, ruch ludowy, który zrodził się w końcu XIX wieku całą energię skierował na walkę o elementarne prawa obywatelskie wsi, na walkę z zacofaniem, ciemnotą i nędzą. Obecność reprezentacji w parlamencie nie jest żadnym symptomem siły i znaczenia. Chłopscy posłowie byli też w parlamencie monarchii austriackiej. Dostali się do parlamentu, bo na wsi mieszkało ponad 70% ludności. Dlaczego nie stanowili siły dominującej? Bo wieś głosowała w pierwszym rzędzie pod dyktando kościoła i dworu. Potrafili czasem coś przeforsować, np. zablokować wybór ordynata Zamojskiego na prezydenta kraju. Ale już, oczywistej zdawałoby się reformy rolnej, nie zdołali wymusić.
Okres   międzywojenny, to dramatyczna walka wsi o elementarną emancypację, o szkołę jednolitą, której m.in. przedstawiciele arystokracji wsi odmawiali. Znana jest wypowiedź  hr.Tarnowskiego o „naturalnej niższości młodzieży chłopskiej i rzemieślniczej”, której wystarczy szkoła  ukierunkowana zawodowo - ten plan skutecznie wprowadził w czasie II wojny światowej okupant niemiecki. Jeśli dochodziło do radykalizacji protestów chłopskich, tam owa „modenizacyjnie nastawiona sanacja” wysyłała policję na krwawe pacyfikacje (Małopolska).

Gdzież więc ta siła zdolna blokować strategie rozwoju? Na czy polegała „dominacja polityczna właścicieli ziemi rolnej”? Czy autor zna jakiś tekst Wincentego Witosa, w którym tenże przeciwstawia się modernizacji kraju i broni się przed industrializacją? Nie znam żadnych przykładów torpedowania idei COP-u, który rozwijał się na obszarach, gdzie ruch ludowy był silny! Znam za to liczne źródła (Młode pokolenie chłopów, red. Józef Chałasiński, W-wa 1938 r), gdzie młodzież chłopska z entuzjazmem wyraża się o modernizacji kraju, w tym i o uprzemysłowieniu.

Równocześnie w państwie polskim II Rzeczypospolitej „do końca zdominowanej przez chłopów” (!!) zniknęło ziemiaństwo, odeszło w historyczny niebyt. Zastanawia mnie, w związku z tą odważną tezą prof. Majcherka, kto gra na nosie  Muzeum Narodowemu i Krakowianom Damą z Łasiczką, i komu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wypłaciło milion zł za zgodę na oglądanie dzieła L. da Vinci przez Krakowian na Wawelu? Komu zwrócono fragment najbardziej prestiżowego Ogrodu Saskiego w Warszawie? Kto toczy boje od lat o zwrot Pałacu w Wilanowie? Komu zwrócono posiadłości, liczne zamki i pałace, skoro tamta złowroga siła wymarła?  Postawię dolary przeciw orzechom, że prof. Majcherek, a może i nasze gnuśne państwo ockną się, gdy kolejni potomkowie Czartoryskich, Potockich, Branickich udowodnią swe prawa „własności” do Łazienek i Wawelu!

Za to złowroga rola chłopstwa nie skończyła się w nowej Polsce. Autor obwinia chłopów i partię ludową  o „usilne i obstrukcyjne starania”, aby utrzymać w Polsce archaiczny model gospodarowania  i przeciwstawić się jakimkolwiek tendencjom reformatorskim! Jest to zarzut kuriozalny. W czasach PRL-u jedyną rolą kogokolwiek poza kierownictwem partii komunistycznej była rola potakiewicza. Partia ludowa mogła co najwyżej zabrać głos w sprawie koloru i rozmiaru wieńców dożynkowych. Chłop i wieś była podobnie jak w Rzeczypospolitej szlacheckiej mierzwą historii a nie jej podmiotem.

Tzw. uprzemysłowienie (cokolwiek by nie powiedzieć o jego racjonalności), dokonało się w pierwszym rzędzie kosztem wsi i chłopa, bez pytania ich o zdanie.  Państwo w okresie PRL-u skutecznie zastąpiło szlachtę i gnębiło wieś na różne sposoby, m.in. za opór przeciw kolektywizacji. Czy trzeba przypominać tzw. „obowiązkowe dostawy” – czystą formę pańszczyzny.  Należy także   zapytać prof. Majcherka, dlaczego średnia długość życia na wsi była o kilka lat niższa niż w mieście? Dlaczego parytet tej "dominującej warstwy” był c. 30% niższy niż ludności miejskiej. Zmienił się na lepsze dopiero pod wpływem dotacji z Unii (znowu ten gest zaborców; dawniej uwolnili chłopa polskiego spod władzy polskiej szlachty, a dziś podnoszą poziom jego życia wbrew i na szkodę „sił modernizujących Polskę”. Czy autor słyszał o tzw. „chłopo-robotnikach” i czy znana mu jest średnia długość ich życia? Czy sądzi, że chłopi z miłości do partii i rządu podejmowali mordercze wysiłki pracy na dwu etatach na budowach socjalizmu i na gospodarstwie, czy może dlatego, aby ich dzieci miały co jeść? Struktura demograficzna i stan gospodarczy wsi są owocem znacznie bardziej skomplikowanych zjawisk i procesów niż wpływy demonizowanej przez prof. Majcherka partii ludowej. Czy w warunkach tzw. „migracji wahadłowej” miała jakąkolwiek szansę kultura duchowa środowiska wsi? Ona istotnie zamarła, ale czy to co ją zastąpiło zasługuje na aprobatę?

Tu miejsce na szerszą uwagę o kulturze w ogóle, ale szczególnie kulturze wsi. Deprecjonowanie kkultury chłopskiej, nazywanej niekiedy „kulturą słońca”, w odróżnieniu od kultury miejskiej zwanej „kulturą zegarka”,  jest  żenującym uproszczeniem, szczególnie w wykonaniu filozofa. Nie można sprowadzać do prostackich sądów stylu życia, przeświadczeń egzystencjalnych jakiejś grupy, tylko dlatego, że nie odpowiada nam jej poetyka lub treści. Wartościowanie kultury zostało zaniechane przez etnologów jeszcze na początku XX w. Pozwalali sobie na nie tylko wyznawcy systemów totalnych.

Polska,  zwana III Rzeczypospolitą dla kultury wiejskiej jest epoką likwidatorstwa. Zlikwidowano tysiące świetlic, tzw. klubo-kawiarni, obśmianych kabaretowo, ale mimo to znaczących w pejzażu kultury materialnej. Zlikwidowano tysiące bibliotek wiejskich, kilka tysięcy małych szkól, symboli awansu i emancypacji. Tak zestepowiona przestrzeń społeczna  wsi zrodziła nowa formułę życia kulturalnego: przed telewizorem. Automatycznie zlikwidowała wszelkie formy bezinteresownych kontaktów międzyludzkich. Nie wiem czy była przed takimi zmianami ucieczka, szczególnie  w odniesieniu do owej kultury telewizyjno- inernetowej. Natomiast owa zasada likwidatorstwa, wszystkiego co nie mieści się w rachunku ekonomicznym, oprócz tego, że realizuje gomółkowską ideę zarządzania rozwojem, jest jednym z najbardziej prymitywnych odruchów wyznawców sakralnej idei wolnego rynku i niewidzialnej ręki rynku, która w ich głowach zastąpiła rękę opatrzności.

Tak więc, to nie wieś żyła w czasach PRL-u na czyjkolwiek koszt. To wieś była mierzwą historycznych przemian jakie były naszym udziałem w czasach realnego socjalizmu. A dzisiaj, to nie wieś jest kreatorem
polityki przemian, lecz oligarchiczne i polityczne układy, z którymi wieś ma nikły związek. Wspominana ziemia leżąca tysiącami hektarów odłogiem, to właśnie ziemie dawnych PGR-ów. Twierdzenie autora o ziemi „przeważnie nieuprawianej” na zwykłej wsi jest nieporozumieniem. A ta nieuprawiana, została natychmiast zagospodarowana, kiedy Unia zaczęła dopłacać do uprawianych hektarów. To, że głównie przez  ludzi z miasta, zwykłych cwaniaków, to tylko dowód na operatywność i kompetencje państwa, które nie potrafi zapanować nad podobnymi zjawiskami.

Nikogo nie martwi całkowity zanik struktur obywatelskich, bierność społeczna Polaków, brak zaufania  wzajemnego, jedno z najwyższych wskaźników rozwarstwienia społecznego wśród krajów OECD  (4. miejsce w rankingu 38 krajów). Ale oto, kiedy trzeba pokazać winnych nieudolności i zaniechań, to chłop i wieś bardzo się do tego nadają. Przekręty i manipulacje podnoszone przez prof. Majcherka, koronny  dowód degeneracji chłopstwa i jego reprezentacji (?) jest wyraźnym nadużyciem. Jak dowiodły publikacje w tejże GW  „nieprawości „ PSL są małym pikusiem wobec „nieprawości” jakich dopuszczały się i dopuszczają  dalej inne podmioty życia politycznego kraju.

I wreszcie sprawa  dróg naprawy, jakie  proponuje prof. Majcherek.  Otóż lekarstwem na postęp i modernizację jest „redukcja” warstwy chłopskiej. W ten sposób autor nawiązuje do najwybitniejszych wzorów historycznych strategii rozwiązywania trudności przez likwidację. Podarujemy sobie strategie  rozwiązywania kwestii społecznych przez likwidację czasów jakobińskiej Francji, lub bolszewickiej Rosji. Mamy dostateczną ilość rodzimych przykładów budowania ładu społecznego i postępu cywilizacyjnego poprzez liczebną „redukcję”. Skutecznie i w miarę humanitarnie likwidowaliśmy spekulantów, kułaków, elementy antysocjalistyczne, PGR-y. Zatrzymajmy się tylko przy tym ostatnim przykładzie, bo doskonale pasuje do tez prof. Majcherka.

W imię rachunku ekonomicznego postanowiono położyć kres życia tym niewydarzonym tworom rolniczo-ekonomicznym. Wieszczono same korzyści, wręcz skok cywilizacyjny. Uwolniona ekonomika państwa od ciężaru wspomagania niewydolnych gospodarstw rolnych ruszy z kopyta. Do dzisiaj nikt nie rozliczył owych twórców pomysłu i doradców premiera Mazowieckiego z kosztów tego genialnego przedsięwzięcia.  Wyobraźnia modernizatorów nie obejmowała losu ponad pół miliona rodzin, które zostały tą decyzją wrzucone w czarną dziurę wykluczenia i marginalizacji. Brutalnie powiem, że starsi pracownicy byłych PGR-ów wymarli lub są na wymarciu. Ale tam żyło też kilkaset tysięcy dzieci i młodzieży. Co z nimi się stało i co dzieje się dalej? Może prof. Majcherek  zajrzy do raportu  swojej Koleżanki z Uniwersytetu Pedagogicznego, prof. Danuty Waloszek, która badała losy tych dzieci. Z autopsji i z badań na moim seminarium magisterskim znam także istotę zjawiska. Brakuje mi kulturalnych określeń na wartość społeczną owego balcerowiczowskiego rozwiązania kwestii ludzkiej byłych PGR-ów. Uważam oczywiście, że przedsiębiorstwa te należało zlikwidować. Wszystko jednak jest kwestią miary. Jeśli prof. Majcherek da sensowny sposób na rozwiązanie sprawy przeludnienia wsi (sprawa podnoszona w polskim parlamencie od 1918 r.)  powinien dostać nagrodę państwową 1. stopnia. Podana jednak recepta „redukcji” ludności wiejskiej w tonacji prof. Majcherka rodzi alarm: uwaga! Niebezpieczeństwo. A kiedyś sugerowano, że światem powinni rządzić filozofowie!  Zachowaj nas Panie!

Zjawiska i sprawy, które porusza prof. Majcherek są doniosłe i zasługują na poważny i głęboki namysł. Nie można ich jednak rozwiązywać w takt melodii, która zagra  w duszy filozofa. Procesy społeczne albo dokonują się w trybie rewolucji ( i wiemy wówczas jak się dokonują), albo w trybie ewolucji i wówczas  wymagają czasu i rozwagi, i przewidywania skutków. Szermowanie procentami wytwarzanego PKB jest zawodne. Na całym świecie rolnictwo ma nikły udział w wytwarzaniu produktu krajowego. A jeśli rolnik francuski, niemiecki czy duński robi to o niebo efektywniej niż rolnik polski, to nie jest to wina polskiego chłopa, ani partii ludowej, lecz złożonych historycznych uwarunkowań, które nigdy nie działały na jego korzyść. Zanim Dania stała się rolniczą potęgą, to 150 lat uczyła swych młodych rolników w Uniwersytetach Ludowych historii, poezji…a jakże filozofii także. Po co? Pytany o to jeden z twórców Uniwersytetów Ludowych Chrystian Kold odpowiedział, że nie wie, ale ci młodzi rolnicy uczący się historii, teatru, poezji – „robią potem lepsze masło”.

Czy w Polsce taka filozofia ma szanse?  W życiu! Trzy razy odradzające się uniwersytety ludowe, trzy razy zostały zlikwidowane w imię rachunku ekonomicznego.

Na marginesie zapytam Profesora jaki procent PKB wytwarza On, ja i kilkadziesiąt tysięcy podobnych nam  pracowników nauki?  Czy proporcjonalnie jesteśmy lepsi od chłopów?  Ja wątpię! Czy w tej sytuacji nie należałoby nas częściowo „zredukować? Odpowiedź zostawiam profesorowi J. Majcherkowi.


Tadeusz Pilch  - profesor  Uniwersytetu Warszawskiego, b. kierownik Katedry Pedagogiki Społecznej UW

Od redakcji: Oczywiście Gazeta Wyborcza odrzuciła tekst Profesora Tadeusz Pilcha i nie zamieściła tej polemiki, ponieważ w tej gazecie nie publikuje się treści przychylnych  wsi i rolnictwu a już o ludowcach nie wspominamy …

W hołdzie Sanisławowi Moniuszce

06/05/2019

W hoÅdzie SanisÅawowi Moniuszce
5 maja 2019 roku przypada 200. rocznica urodzin jednego z najwybitniejszych w historii polskich kompozytorów - Stanisława Moniuszki. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, przekonany o szczególnym znaczeniu twórczości...

Rolnictwo ekologoczne

20/03/2019

Rolnictwo ekologoczne
Rolnictwo ekologiczne jest najbardziej prośrodowiskową metodą produkcji rolnej, jest to obszar bardzo ważny, ale wymaga on ciągłych zmian w celu zwiększenia udziału tego sektora produkcji. Można śmiało...

Smaki i zapachy Włoch

18/02/2019

Smaki i zapachy WÅoch
Już po raz trzeci Bellavita, największe targi żywności i napojów Made-in-Italy, łączy siły z WorldFood, aby promować tradycyjną włoską żywność i napoje i powraca w dniach 7 - 9 marca do Warszawy,...

NUTRACEUTYKI – MODA CZY POTRZEBA

01/02/2019

NUTRACEUTYKI â MODA CZY POTRZEBA
Rynek nutraceutyków rozwija się bardzo dynamicznie. Obecnie segment żywności funkcjonalnej i nutraceutyków należy do najdynamiczniej rozwijających się działów przemysłu spożywczego. Roczną wielkość sprzedaży...

Produkty mleczne jako żywność funkcjonalna

15/01/2019

Produkty mleczne jako żywnoÅÄ funkcjonalna
Rynek produktów mlecznych w Polsce jest już dojrzały – po latach dynamicznego wzrostu wolumeny sprzedażowe ustabilizowały się, jednak rośnie wartość sprzedaży, którą napędzają nowe trendy konsumenckie....